czwartek, 3 maja 2012

Something special - book.

Dzisiaj chciałam się wam pochwalić (a raczej pochwalić książkę), którą przeczytałam kilka dni temu. Ta książka przeleżała w domu niemalże cały rok i w sumie z braku laku po nią sięgnęłam, nie spodziewając się cudów. Pomyślałam sobie "taka tam książka związku kobiety białoskórej z egzotycznym mężczyzną", który okazał się później wojownikiem Samburu (jednego z plemion zamieszkujących Afrykę).
Christina Hachfeld - Tapukai (zarazem bohaterka jak i autorka książki) od dość dawna była zauroczona Kenią, do której chętnie wracała. Zaprzyjaźniła się z jednym z tamtejszych mieszkańców - Leikatikiem, który chciał, by została jego żoną. Początkowo ucieszona, później dowiedziała się, że w ich związku miała istnieć również inna kobieta, druga żona (co było normalną koleją rzeczy w tamtejszej religii), na którą Christina nie zgodziła się. Zostali przyjaciółmi.
Po pewnym czasie zaczęła spotykać się z Lpetatim, z mężczyzną, którego wcześniej poznała i traktowała go jak znajomego. Dla niego gotowa była zostawić dorosłe dzieci, całą rodzinę i pracę w redakcji, jednocześnie zgadzając się na odcięcie od cywilizacji w jednej z wiosek, z dala od bieżącej wody czy też telewizora. Ich małżeństwo było niemalże idealne, dopóki los nie wystawił ich związku na próbę.

Nie będę streszczać całej książki - musiałam przytoczyć jej kawałek, który jest doskonałym dowodem na to, że miłość jest więzią niesamowicie silną, dla której żadną przeszkodą nie są różnice kulturowe, religijne czy też językowe. Podziwiam tę kobietę: miała wystarczająco dużo siły żeby 'przestawić' się z europejskiego luksusu na miejsce, gdzie modlono się o wodę by przeżyć. Tam wszystko dookoła wydawało jej się czymś wyjątkowym, magicznym. Zostawiła swoją dotychczasową pracę i została z nim, ciesząc się obecnością mężczyzny, którego kochała i szanowała.

Polecam tę książkę, zdecydowanie warto ją przeczytać. W najbliższym czasie mam zamiar kupić jej kolejną lekturę pt. "Niebo nad Maralal".


Wiem, strasznie się rozpisałam - mam nadzieję, że mi to wybaczycie i przeczytacie całość (zarówno notki jak i książkę). Dziękuję za komentarze pod moją ostatnią notką - miło mnie zaskoczyłyście, to WY motywujecie mnie do pisania. :-) Pędzę teraz na superszybki spacer z psem, buziaki!

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. OBY TAK, OBY TAK! :D

      Usuń
    2. Jeżeli można mówić o tym, że jestem "fanką", to raczej Barcelony niż Realu :D

      Usuń
  2. Zachęcająca recenzja, jak gdzieś spotkam tą książkę to pewnie kupię. : p

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już lubię tutaj wchodzić. I lubię też książki tego pokroju, które ukazują całkowicie inne kultury niż nasza. Ostatnio czytałam 'Spalona żywcem' i bardzo mi się podobała, o ile taka książka może się podobać. Ogólnie jednak mój problem tkwi w braku czasu, nawet lektur nie daję rady czytać, a co dopiero coś dla przyjemności. Staczam się. :P (kopnij-to.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeansowe spodenki za 130 zł?! TO NIC! Ja znalazłam ZIELONE RURKI za 399... hahahahaha, no powiedz mi moja droga, kto wymyśla te ceny?! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Spalona żywcem to świetna książka, niegruba, super. Bardzo polecam. Co do cen to niestety - żyjemy w takim kraju i to się szybko nie zmieni, taką mamy władzę. Aż szkoda gadać na ten temat. :/ właśnie traktuję moje włosy szamponetką, trzymaj kciuki żeby mi się udało hahaha :D

    OdpowiedzUsuń
  6. hahaha, na jasny brąz a miałam brązowe i gówno z tego wyszło... jestem beznadziejną fryzjerką, tylko mi włosy wysuszyło -.-

    OdpowiedzUsuń